Wczoraj miałam taki kryzys tożsamości, iż sama się dziwię, że kogoś nie pogryzłam.

Młodszy mówi:

- Żabisiu, jak będziesz tak wkurzała mamę, to mama może niechcący   dostać wylewu!    

Słodki chłopiec!  

Jak te dziecięta o mnie dbają! 

 

Odpoczywacie w wakacje? Ja wcale nie wypoczęłam, chociaż miałam wreszcie pospać sobie do woli, bo przecież nie trzeba zrywać się bladym świtem, zawozić do szkoły…. tymczasem… Poszłam do pracy. Nie żeby cały etat, wzięłam tylko zastępstwa – bo sezon urlopowy, a w dodatku jedna pani jest w ciąży, więc siedzi na zwolnieniu. Nie wyjawię co robię, bo zaraz przyszłyby trole i napisały, że jestę idiotkę i jak to możliwe, żeby taka baba i jakie będą Rzeczypospolite, itp.

Podręczniki dla progenitury zamówiłam w księgarni internetowej. Wybrałam wariant odbioru osobistego ( nie będziemy warować w chałupie czekając na kuriera ). Szybko otrzymałam na @ wiadomość, że paczka czeka, więc udałam się po odbiór, a tu d – pa blada. Pani stwierdziła, że żadnej przesyłki dla nas nie ma.  - Jak to nie ma! Musi być! – zaczęłam upierać się przy swoim, bo przecież dostałam informację, że jest, więc jest na 100% tylko ona źle szuka. Kobieta przekopała cały magazyn – nie znalazła. Wróciłam do domu w bojowym nastroju, gotowa wysłać do księgarni liścik z zażaleniem, że mnie tak zrobili w balona. Otworzyłam raz jeszcze wiadomość od nich, a tam jak byk stoi napisane, że książeczki czekają w punkcie odbioru przy ulicy X. A ja przez cały czas byłam święcie przekonana, że chodzi o punkt przy Z. Dlatego zapewniłam pani z ulicy Z. solidną porcję gimnastyki w magazynie. Trudno. Może dzięki temu nabrała trochę krzepy. Teraz nie wiem, czy ja jestem aż tak roztargniona i zaznaczyłam w zamówieniu nie ten punkt odbioru, czy to jednak oni wysłali tam, gdzie im się akurat spodobało. Mam nadzieję, że następnym razem nie prześlą mojego zamówienia do Zakopanego.